sobota, 30 stycznia 2010

ROZŚWIETLIĆ ŚWIAT

Dzień Babć i Dziadków za nami. Przesyłki dotarły, więc można śmiało się pochwalić...
Moje (z pomocą M.) pierwsze świeczniki w technice decoupage. Poniżej przedstawiam 4 zestawy. Jeden został w domu ;) a reszta poleciała tworzyć nastrój u babć i dziadków naszych pociech i u babci mojego M.

 
  
  

 
 Bardzo dziękuję dziewczynom z forum , które udzieliły mi kilka wskazówek. 
Teraz z całą stanowczością muszę napisać, że decu wciąga, wsysa i co tam jeszcze chcecie. Wciągnęło mnie, ale także mojego M. Mimo, że narzeka, że ma za duże ręce i w dodatku przy małych i precyzyjnych rzeczach trzęsą Mu się. W końcu to rasowy elektryk!! 
A ja z czułością patrzę jak Jego wielkie dłonie misternie układają serwetkę ;)


Ha! Pokażę wam moją pomoc naukową.... 


Wyprałam ręcznie szalik zrobiony z wełny KASHMIR i brakło mi słów. Po prostu cisnęły mi się na usta różne niecenzuralne słowa. Myślałam, że ten szalik zawsze będzie milutki a on skubany (to jedno z łagodniejszych określeń) mechaci się niemiłosiernie. Czy spotkaliście się z tym?


 A na koniec zaproszę was na rozdawajkę do sprężyny

P.S. Nadal patentem lecę po szaliku, czytam Sagę o LL - jeszcze 2 tomy i koniec!! Na półce piętrzą się książki do przeczytania, w koszyku czeka coś do zszycia, dzieci walczą o uwagę mamy, M. wodzi wzrokiem...

czwartek, 28 stycznia 2010

PODWÓJNA DAWKA EMOCJI

 Na ubiegłą niedzielę zaplanowaliśmy pierwsze wyjście bez dzieci. Bilety zarezerwowane, dziadkowie powiadomieni, Starszak ze spokojem przyjął do wiadomości (w końcu dla Niego to nie pierwszy raz), a Bąbelek nieświadomy niczego. Rano odstawiliśmy pociechy do dziadków i w drogę. Cel: Multikino Kraków.Po dotarciu na miejsce od razu wyciągam komórkę jak rasowa mamusia i dzwonię z zapytaniem : Co robi Franek? Oj jest nieciekawie, bo Bąbelek ani myśli spać tylko płacze. Pomyślałam DAMY RADĘ!!! Film trwa 161 minut...Śledziłam go, ale martwiłam się o Bąbelka i już szykowałam na reprymendę ze strony mojej mamy. Po powrocie do domu okazało się, że to wszystko było niepotrzebne, bo
  1.  Bąbel płakał, ale tylko pół godziny - teraz już wiem, że jak się dziecko zostawia w czułych ramionach dziadków to nie dzwonić tylko cieszyć się wyjściem z M.
  2. Bąbel nawet się zdrzemnął
  3. Bąbel najedzony
  4. Bąbel spokojnie się bawił
Bardzo dziękuję moim Rodzicom, że pod Ich opieką mogliśmy zostawić dzieci na 5 godzin.

To było nasze pierwsze wspólne wyjście od 9 miesięcy, czyli od momentu pojawienia się Bąbelka. Niezwykle ważne dla nas, bo ciągle brakuje nam chwil tylko dla siebie.

Film to oczywiście AVATAR. Ktoś kto nigdy nie widział żadnego filmu w trójwymiarze koniecznie powienien zobaczyć. Wrażenia niesamowite, np. paprotka prawie muskająca po policzku, giwera wycelowana prosto w twarz i wiele innych. Efekty specjalne? Cały film to jeden wielki efekt  specjalny! Fabuła momentami zaskakująca, przewidywalna, ale na pewno wartka.

Długo w noc rozmawialiśmy o tym filmie z M.
Gadaliśmy o rasie ludzkiej, tak skłonnej do zniszczeń dla zysku materialnego, w myśl słów "Po nas choćby potop".
Często powtarzane słowa to niesamowite i zajeb..., aż zaczęliśmy się zastanawiać czy nasi pra pra jak zobaczyli w kinie pierwszy raz film też tak mówili i się zachwycali?? Z pewnością!!
115 lat temu odbył się pierwszy pokaz kinematograficzny filmu braci Lumiere. W ciągu tego ponad wieku w kinie dokonało się bardzo wiele. Nie trzeba wspominać :Gwiezdnych wojen", "Titanica" wystarczy przypomnieć sobie wrażenia podczas oglądania koloryzowanego filmu "Sami swoi". Czy teraz będziemy oglądać  filmy - legendy przetworzone na 3D? Jaki film chcielibyście zobaczyć w tej technice? Czyż Jaśko biegnący z kosą nie byłby niesamowity, niemal bohater walczący o 3 palce ziemi ojcowskiej?


Pierwszy kinetoskop Edisona - film był oglądany przez wizjer przez jednego widza
/obrazek zapożyczony z www.wikipedia.org/


P.S. U nas zawieje i zamiecie śnieżne. Prace czekają aż zostaną pokazane, inne prawie na ukończeniu i dziergam dla siebie? szalik. Do końca "Sagi o LL" zostało 2 tomy i jednego połowa, ufff dam radę...

poniedziałek, 25 stycznia 2010

SYBERYJSKA ZIMA z dopiskiem

Mróz trzaska pod butami, szczypie w twarz i włazi tam, gdzie nie lubię - do nosa. Mózg też mam zamrożony haha, dlatego dzisiaj krótko.


Dziękuję za wyróżnienie od Antoniny

Lista kobiet tworzących z pasją jest długaśna, wystarczy popatrzeć na prawo.Wyróżniam wszystkie kobietki, których blogi obserwuję.








DOPISEK

Takie wyróżnienia pakietowe dostałam od    beso_78



BARDZO DZIĘKUJĘ!!
 W pakiecie przesylam dalej do:



czwartek, 21 stycznia 2010

TVP I DWUDZIESTY STOPIEŃ ZASILANIA

Oglądam Alternatywy4! Cóż za zbieg okoliczności z tym odcinkiem. My tutaj na południu walczymy z brakiem prądu, wody, ogrzewania a TVP podsuwa nam takie rozwiązanie. Mam na myśli AWARYJNE ROZWIĄZANIE - LOKOMOTYWA. To teraz nic tylko każde osiedle (w moim miasteczku) niech się zaopatrzy w taką lokomotywę i nie straszny nam brak prądu. I ogrzewanie i gorąca woda.
CZARNY HUMOR!!!!

WSZYSTKIM BABCIOM I DZIADZIUSIOM Z OKAZJI ICH ŚWIĘTA


sobota, 16 stycznia 2010

ZIMOWA BAJKA

To była bajeczna jazda samochodem, te oszronione drzewa, słupy, linki i wszystko inne.



Rzadko zdarza się taka zima, dlatego jest warte uwiecznienia na zdjęciach to co natura potrafi wyczarować.

Poniżej na zdjęciu widzimy piękną czarownicę z długaśną czapką i ramionami rozpostartymi jak w dyskotekowym tańcu.





Dalej przycupnęła para kochanków. On dumny prosto trzyma "czub", a Ona lekko odchyliła się w tył jak do pocałunku. Ramiona ich stopiły się w całość i tak trwają. Pewnie ta dobra czarownica nad nimi czuwa. 



Jednak muszą uważać, bo w tej bajce są też "czarne" charaktery jak ten tutaj.



Odarty z piękna, samotnie stoi i broi. Strzeżcie się zakochani, bo niewiarygodna siła tkwi w tym samotniku.


Mój Tato zaskoczył mnie czymś takim




Samodzielnie odremontował i teraz rozświetla sobie zimowe mroki, dumnie krocząc do zwierząt mieszkających w oborze.  Szkoda, że nie widziałam zdziwionych min tych zwierząt jak gospodarz wkroczył taki dumny ;) Lampa jet cudowna!!!!

Pokażę wam jeszcze rower Dziadka Mroza !!


Aktualnie zagarażowany (pod chmurką) i nieużywany, bo dziadek Mróz kursuje teraz piechotą albo pojazdem mechanicznym. Ale jak tylko przyjdzie wiosna to Dziadek Wiosenny będzie na nim śmigał w tą i z powrotem. 

Zima jest piękna..... oglądalna na zdjęciach z kubkiem kawy (herbaty) w ręce i z nogami na kaloryferze ;)
Pozdrawiam Was słoneczkiem zimowym...

...no to poczytalam...

Wolny wieczór!!! M. podreptał do pracy (oj jak Mu się nie chciało ;)), Starszaka zabrali na ferie Dziadkowie, Bąbelek grzecznie w łóżeczku śpi. Sielanka Panie i Panowie!! Plan miałam ambitny: wyciągnę się w łóżku z książką i wreszcie dokończę "Sagę o Ludziach Lodu".  Już leżałam, już otwierałam tom 40, kiedy w głowie zaświtała myśl: może w tle puszczę muzykę? To było takie niedojrzale, takie nieprzemyślane, ech. W głośnikach rozbrzmiewa Zakopawer a ja nie mogę się skupić na tym co w duszy gra Tovie z "Sagi". Czytać się nie da z zamkniętymi  oczami, oj nie da. Na nic się zdają napomnienia Aśka!!!, na nic. Ja jak nastolatka słucham głosu Sebastiana i odpływam. Bo ja uwielbiam ten głos...


"Nie trafi cie zoden pieron, nie huknie grom
Janiołów chór nie zaśpiywo, nie zagro dzwon
Miłość zasepto ci cihućko
Zrozumies ino ty i Bóg
Miłość zasepto ci cihućko
Zrozumies ino ty i Bóg"
 
P.S. W trakcie pisania posta mocno musiałam się zebrać w sobie ;)

środa, 13 stycznia 2010

LAMPA NAFTOWA

Natura utarła nam nosa i byliśmy bez prądu, wody i ogrzewania przez około 27 godzin. O 16.00 zrobiło się mroczno i zapaliliśmy świeczkę. Rozmawiamy... Nawet jest fajnie tylko robi się chłodno, ale to nic mamy koce no i siebie. Kolejna dostawa herbaty, bo gaz na szczęście jeszcze jest. Herbata smakuje tak jakoś inaczej, a może tylko nam się wydaje. Cisza... nie ma tv, muzyki z laptopa, nawet "sąsiady" przycichli. Czekamy, mija 19.00 i chyba już wszyscy wiemy, że prądu nie będzie. Nie mówimy o tym zbyt głośno. Układamy dzieciaki na łóżkach, okrywamy, co by stópki nie zmarzły. M. wychodzi na trzecią zmianę, a ja wślizguję się pod kołdrę i kocyk i kombinuję jakby tu przeczytać chociaż kawałeczek książki. Sen nie przychodzi. Wyżej naciągam koc, bo ciemność jest fajna... w ramionach męża. Czytanie odpada przy świeczce. Skaczący płomyk robi figle i gubię wyrazy. Mam!!!! Przecież jeszcze kiedy dreptałam do liceum, nie raz w zimie brakowało prądu. Mama przynosiła lampę naftową i odrabialiśmy z bratem lekcje. Potem zmniejszała knot i opowiadała o swoim dzieciństwie. Lubiliśmy słuchać i zazwyczaj jak nie było prądu chodziliśmy spać później niż zwykle przez te mamine opowieści.
Zamarzyła mi się taka lampa i jak tylko taką spotkam to kupię razem z knotem i naftą. Tak na wszelki wypadek. Bo świeczka to jednak nie to samo...

sobota, 9 stycznia 2010

KSIĄŻKAMI PACHNIE MÓJ DOM

  Od zawsze lubiłam czytać.
W szkole czytałam wszystkie lektury, nawet te nudnawe.
Moja mama do dziś ciepło wspomina "Dzieci z Bullerbyn". Otóż pewnej soboty zawołała mnie do kuchni i poprosiła, żebym obrała ziemniaki na obiad. Ja byłam zaczytana w wyżej wymienionej książce i żadna siła (ani głód, ani potrzeby fizjologiczne) nie były mnie w stanie oderwać od książki. Byłam w świecie Lassego, Lisy, Bossego, Britty i całej reszty. A tu mama woła, ech. Poszłam "jak po śmierć". W kuchni postawiłam wiadro z ziemniakami, wiadro na obierki i garnek oraz taboret przed tym, na którym siedziałam. Na tym taborecie ułożyłam książkę i zaczęłam obierać ziemniaki czytając, albo na odwrót. ;) Moja Rodzicielka wytrzymała chyba tylko jedną stronę, po czym zdenerwowana wygoniła nie z kuchni.
Czytanie tak zawładnęło moim światem, że czytałam w każdej wolnej i nie wolnej chwili. 
Jako uczennica podstawówki uwielbiałam przesiadywać w szkolnej bibliotece. Zapach książek, krakersów i herbaty serwowanej przez bibliotekarkę pamiętam po dziś dzień. Bezcenne!! Dziewczyny miały idoli muzycznych ja zakochiwałam się w postaciach z książek.
W liceum wzrosło moje zainteresowanie mężczyznami z krwi i kości, ale nie zwariowałam.
"Nad Niemnem" chłonęłam jak gąbka wodę i odwołałam nawet randkę, bo żal było książkę zostawić niedoczytaną. Swoją drogą chłopak okazał się niewiele wart, bo na następną sobotę umówił się z moja koleżanką. Książka została w mojej głowie na całe życie i niedawno przesłuchałam sobie ją w postaci audio.

Bo ja lubię zapach książki, lubię przekonać się co jest na samiuteńkim końcu, zanurzyć się w książkę, zakochać bez pamięci, bez wzajemności.
Mąż też trafił się wysoko książkowy i pozwala mi na czytanie, kiedy On zajmuje się Bąbelkiem. Cenię to ;) Ha!! No to Mu się podlizałam.
Czy dziwię się, że mam męża., który ma bzika na punkcie książek?? Już nie. Moja pierwsza wizyta w Jego domu dodała mi wiary, że to jest właśnie ten i już. te półki uginające się pod książkami (fantastyka!!). Książki ułożone jakoś chronologicznie, ale chyba tylko On wie wg jakiego klucza. Ileż to razy boleje nad tym, że nie mamy miejsca w domu na te Jego skarby. Zabrał tylko komiksy, które przekazał Starszakowi. O dziwo są czytane!!

W moim domu pachnie książkami. A w waszych domach??

czwartek, 7 stycznia 2010