czwartek, 21 stycznia 2010

TVP I DWUDZIESTY STOPIEŃ ZASILANIA

Oglądam Alternatywy4! Cóż za zbieg okoliczności z tym odcinkiem. My tutaj na południu walczymy z brakiem prądu, wody, ogrzewania a TVP podsuwa nam takie rozwiązanie. Mam na myśli AWARYJNE ROZWIĄZANIE - LOKOMOTYWA. To teraz nic tylko każde osiedle (w moim miasteczku) niech się zaopatrzy w taką lokomotywę i nie straszny nam brak prądu. I ogrzewanie i gorąca woda.
CZARNY HUMOR!!!!

WSZYSTKIM BABCIOM I DZIADZIUSIOM Z OKAZJI ICH ŚWIĘTA


sobota, 16 stycznia 2010

ZIMOWA BAJKA

To była bajeczna jazda samochodem, te oszronione drzewa, słupy, linki i wszystko inne.



Rzadko zdarza się taka zima, dlatego jest warte uwiecznienia na zdjęciach to co natura potrafi wyczarować.

Poniżej na zdjęciu widzimy piękną czarownicę z długaśną czapką i ramionami rozpostartymi jak w dyskotekowym tańcu.





Dalej przycupnęła para kochanków. On dumny prosto trzyma "czub", a Ona lekko odchyliła się w tył jak do pocałunku. Ramiona ich stopiły się w całość i tak trwają. Pewnie ta dobra czarownica nad nimi czuwa. 



Jednak muszą uważać, bo w tej bajce są też "czarne" charaktery jak ten tutaj.



Odarty z piękna, samotnie stoi i broi. Strzeżcie się zakochani, bo niewiarygodna siła tkwi w tym samotniku.


Mój Tato zaskoczył mnie czymś takim




Samodzielnie odremontował i teraz rozświetla sobie zimowe mroki, dumnie krocząc do zwierząt mieszkających w oborze.  Szkoda, że nie widziałam zdziwionych min tych zwierząt jak gospodarz wkroczył taki dumny ;) Lampa jet cudowna!!!!

Pokażę wam jeszcze rower Dziadka Mroza !!


Aktualnie zagarażowany (pod chmurką) i nieużywany, bo dziadek Mróz kursuje teraz piechotą albo pojazdem mechanicznym. Ale jak tylko przyjdzie wiosna to Dziadek Wiosenny będzie na nim śmigał w tą i z powrotem. 

Zima jest piękna..... oglądalna na zdjęciach z kubkiem kawy (herbaty) w ręce i z nogami na kaloryferze ;)
Pozdrawiam Was słoneczkiem zimowym...

...no to poczytalam...

Wolny wieczór!!! M. podreptał do pracy (oj jak Mu się nie chciało ;)), Starszaka zabrali na ferie Dziadkowie, Bąbelek grzecznie w łóżeczku śpi. Sielanka Panie i Panowie!! Plan miałam ambitny: wyciągnę się w łóżku z książką i wreszcie dokończę "Sagę o Ludziach Lodu".  Już leżałam, już otwierałam tom 40, kiedy w głowie zaświtała myśl: może w tle puszczę muzykę? To było takie niedojrzale, takie nieprzemyślane, ech. W głośnikach rozbrzmiewa Zakopawer a ja nie mogę się skupić na tym co w duszy gra Tovie z "Sagi". Czytać się nie da z zamkniętymi  oczami, oj nie da. Na nic się zdają napomnienia Aśka!!!, na nic. Ja jak nastolatka słucham głosu Sebastiana i odpływam. Bo ja uwielbiam ten głos...


"Nie trafi cie zoden pieron, nie huknie grom
Janiołów chór nie zaśpiywo, nie zagro dzwon
Miłość zasepto ci cihućko
Zrozumies ino ty i Bóg
Miłość zasepto ci cihućko
Zrozumies ino ty i Bóg"
 
P.S. W trakcie pisania posta mocno musiałam się zebrać w sobie ;)

środa, 13 stycznia 2010

LAMPA NAFTOWA

Natura utarła nam nosa i byliśmy bez prądu, wody i ogrzewania przez około 27 godzin. O 16.00 zrobiło się mroczno i zapaliliśmy świeczkę. Rozmawiamy... Nawet jest fajnie tylko robi się chłodno, ale to nic mamy koce no i siebie. Kolejna dostawa herbaty, bo gaz na szczęście jeszcze jest. Herbata smakuje tak jakoś inaczej, a może tylko nam się wydaje. Cisza... nie ma tv, muzyki z laptopa, nawet "sąsiady" przycichli. Czekamy, mija 19.00 i chyba już wszyscy wiemy, że prądu nie będzie. Nie mówimy o tym zbyt głośno. Układamy dzieciaki na łóżkach, okrywamy, co by stópki nie zmarzły. M. wychodzi na trzecią zmianę, a ja wślizguję się pod kołdrę i kocyk i kombinuję jakby tu przeczytać chociaż kawałeczek książki. Sen nie przychodzi. Wyżej naciągam koc, bo ciemność jest fajna... w ramionach męża. Czytanie odpada przy świeczce. Skaczący płomyk robi figle i gubię wyrazy. Mam!!!! Przecież jeszcze kiedy dreptałam do liceum, nie raz w zimie brakowało prądu. Mama przynosiła lampę naftową i odrabialiśmy z bratem lekcje. Potem zmniejszała knot i opowiadała o swoim dzieciństwie. Lubiliśmy słuchać i zazwyczaj jak nie było prądu chodziliśmy spać później niż zwykle przez te mamine opowieści.
Zamarzyła mi się taka lampa i jak tylko taką spotkam to kupię razem z knotem i naftą. Tak na wszelki wypadek. Bo świeczka to jednak nie to samo...

sobota, 9 stycznia 2010

KSIĄŻKAMI PACHNIE MÓJ DOM

  Od zawsze lubiłam czytać.
W szkole czytałam wszystkie lektury, nawet te nudnawe.
Moja mama do dziś ciepło wspomina "Dzieci z Bullerbyn". Otóż pewnej soboty zawołała mnie do kuchni i poprosiła, żebym obrała ziemniaki na obiad. Ja byłam zaczytana w wyżej wymienionej książce i żadna siła (ani głód, ani potrzeby fizjologiczne) nie były mnie w stanie oderwać od książki. Byłam w świecie Lassego, Lisy, Bossego, Britty i całej reszty. A tu mama woła, ech. Poszłam "jak po śmierć". W kuchni postawiłam wiadro z ziemniakami, wiadro na obierki i garnek oraz taboret przed tym, na którym siedziałam. Na tym taborecie ułożyłam książkę i zaczęłam obierać ziemniaki czytając, albo na odwrót. ;) Moja Rodzicielka wytrzymała chyba tylko jedną stronę, po czym zdenerwowana wygoniła nie z kuchni.
Czytanie tak zawładnęło moim światem, że czytałam w każdej wolnej i nie wolnej chwili. 
Jako uczennica podstawówki uwielbiałam przesiadywać w szkolnej bibliotece. Zapach książek, krakersów i herbaty serwowanej przez bibliotekarkę pamiętam po dziś dzień. Bezcenne!! Dziewczyny miały idoli muzycznych ja zakochiwałam się w postaciach z książek.
W liceum wzrosło moje zainteresowanie mężczyznami z krwi i kości, ale nie zwariowałam.
"Nad Niemnem" chłonęłam jak gąbka wodę i odwołałam nawet randkę, bo żal było książkę zostawić niedoczytaną. Swoją drogą chłopak okazał się niewiele wart, bo na następną sobotę umówił się z moja koleżanką. Książka została w mojej głowie na całe życie i niedawno przesłuchałam sobie ją w postaci audio.

Bo ja lubię zapach książki, lubię przekonać się co jest na samiuteńkim końcu, zanurzyć się w książkę, zakochać bez pamięci, bez wzajemności.
Mąż też trafił się wysoko książkowy i pozwala mi na czytanie, kiedy On zajmuje się Bąbelkiem. Cenię to ;) Ha!! No to Mu się podlizałam.
Czy dziwię się, że mam męża., który ma bzika na punkcie książek?? Już nie. Moja pierwsza wizyta w Jego domu dodała mi wiary, że to jest właśnie ten i już. te półki uginające się pod książkami (fantastyka!!). Książki ułożone jakoś chronologicznie, ale chyba tylko On wie wg jakiego klucza. Ileż to razy boleje nad tym, że nie mamy miejsca w domu na te Jego skarby. Zabrał tylko komiksy, które przekazał Starszakowi. O dziwo są czytane!!

W moim domu pachnie książkami. A w waszych domach??

czwartek, 7 stycznia 2010

WYRÓŻNIENIE KOLEŻEŃSKIE

Tym razem otrzymane od ENIGMY,  za które bardzo dziękuję!!


i przekazuję do  MAŁGOSI. Zawsze znajdzie czas na pogaduchy o wszystkim i o niczym.